Z pamiętnika młodego zbieracza: Odc.3 „Absurd i Nonsens”

młody zbieracz

Będąc młodym zbieraczem płyt winylowych, zrobiłem raz porządki wśród mojego zbioru. Natknąłem się na kilka dziwacznych tworów. Oto kilka z nich:
ładysz
1. Bernard Ładysz „Pieśni Murzyńskie/ Negro Songs” EP, Muza

Bernard Ładysz- Missisipi

*

Pierwsze kuriozum to polska „czwórka” wydana, sądząc po labelu, gdzieś na początku lat 60-tych. Znany w kręgach odbiorców muzyki „poważnej” Bernard Ładysz, wokalista basowy, postanowił nagrać kilka utworów które przerastają moje pojęcie. Wziął on na warsztat tradycyjne afroamerykańskie pieśni i zaśpiewał je po swojemu, z operowym rozmachem i właściwą sobie emfazą. Aż łzy same cisną się do oczu, gdy słyszymy o tęsknocie pana Bernarda do utraconej Wirginii i o jego krwawiącym murzyńskim sercu. Albo gdy opisuje blaski i cienie życia zbieracza bawełny znad Missisipi.

Choć ciężko w to uwierzyć, ktoś zdecydował się przetłumaczyć oryginalne teksty na język polski. No tak! Przecież na okładce, z tyłu jest wyraźne ostrzeżenie „Pieśni Murzyńskie/Negro Songs – śpiewa Bernard Ładysz/ bas w języku polskim”
Głos Ładysza, nie będę owijał w bawełnę (sic!) więcej irytuje niż dostarcza przyjemności. Sama idea nagrania „murzyńskich pieśni” po polsku i w dodatku z operową manierą też jest beznadziejna. Płytę pewnie dawno bym wyrzucił. Sprawa jednak komplikuje się, gdy weźmiemy pod uwagę przepiękną kolorową okładkę, a także paradoksalnie całkiem niezłe jazzujące podkłady muzyków towarzyszących wokalowi. No i unikatowość wydawnictwa – kto mógł na to wpaść?! Tak więc pierwszy w Polsce „biały Murzyn” zostaje na mojej półce. Wyjątkowo groteskowa muzyka.
missa luba
2.Les Trubadours Du Roi Baudoin „Missa Luba” EP, Philips
 
Les Trubadours Du Roi Baudoin „Agnus Dei”
*
Skoro jesteśmy przy Murzynach, oto wspaniała EP Phillipsa „Missa Luba”. W tym włoskim wydaniu, które kiedyś dorwałem za dwa złote na targu, uwagę przyciąga specyficzna okładka. Nie wiem; być może to tylko moje skojarzenie, ale głęboka czerwień tła, pochylona głowa czarnoskórego mężczyzny i ostro zarysowany krzyż nad nią, niepokojąco przypominają mi o krwawej kolonizacji Afryki. O latach niewolnictwa, apartheidu, o siejących spustoszenie zarazach, niesprawiedliwości i całym cierpieniu które przyniósł ze sobą Europejczyk pod sztandarem krzyża, którego symbolu użył do własnych, niskich celów. Sama płytka to pięć utworów religijnych nagranych w Kongo z niespotykaną żarliwością i szczerością. Dziwny, podniosły nastrój towarzyszy tym pieśniom.
barbarella
3.Orquestra Nilo Sergio „Joanna, Barbarella, the Fox e outros grandes temas do cinema”, mini LP Musidisc
Orquestra Nilo Sergio ” Barbarella”
*
Inną ciekawostką jest również mała  płytka, wydana tym razem w Brazylii. Zaradni Brazylijczycy wyprzedzili historię fonografii, mieszcząc na siedmio-calowym krążku zawartość pełnego longplaya (kto nie rozumie, odsyłam do lektury: http://en.wikipedia.org/wiki/Gramophone_record). Dla ułatwienia powiem że „normalna płyta”, tzw. longplay ma średnice ok.32 cm i mieści jakieś 45 minut muzyki, a te małe czarne płytki rozmiarem zbliżone są do kompaktu i zawierają zazwyczaj około 10 minut materiału)! Okazuje się, że powstała cała seria tych zmyślnych wydań, reklamowana hasłem „miniaturize a sua discoteca”. Najbardziej poszukiwaną częścią jest płytka The Kinks. Nigdy wcześniej ani później nie spotkałem się z tego typu wydawnictwami. Naturalnie ściskając materiał z 12 cali na 7, dynamika musiała ucierpieć. Hiper-drobnorowkowy zapis skończył się czymś w rodzaju analogowej empetrójki, suchej i płytkiej. Ale za to można ją było wziąć ze sobą niemal wszędzie! Co do samej muzyki, to są to przeciętne wykonania motywów z muzyki filmowej lat 60-tych, w tym melodii z świetnej erotyczno-psychodeliczno-fantastycznej „Barbarelli” (w roli głównej cudowna Jane Fonda).
barbarella
pocztowka dzwiekowa
4. [nie wiem]
*
Kiedyś wpadł mi w ręce, sprezentowany przez kogoś wśród kilku innych płyt, dziwny foliowy świstek. Na tym cieniutkim kawałku niebieskiego plastiku nasi wschodni sąsiedzi wytłoczyli bajkową czytankę. prawdopodobnie był to dodatek do jakiejś gazety, jak za naszych czasów dodawało się płyty z hitami do „Bravo” i innych kolorowych pism. Słyszałem o takich okazjonalnych wydawnictwach tłoczonych na kartonach, ale nigdy się z takimi nie spotkałem i wątpię żeby wiele przetrwało do dziś; podobno wytrzymywały kilka odtworzeń. Niestety i moja folia jest bardzo delikatna i podatna na uszkodzenia. Kilka zagięć i sfrustrowane dziecko które zrobiło na niej ołówkiem szlaczek, krzywiąc powierzchnię płyty omal ją zrujnowało. O dziwo; da się wciąż odtworzyć! pojawiają się przeskoki, ale zasadniczo brzmienie nie jest wcale takie złe jak mogłoby się wydawać! Głos słychać całkiem nieźle. Nie jest to hi-fi, ale…
Druzgocząca jest sprawność techniczna Rosjan: płytka nagrana jest dwustronnie!!! Nie mam pojęcia jak to jest możliwe.
hey jude
5. The Beatles – hey Jude, Pocztówka Dźwiękowa (M. Kwapińska)
*
Jeszcze jedna polska ciekawostka, pocztówka dźwiękowa z hitem Beatlesów, Hey Jude. Materiał w którym tłoczono również nietypowy, też giętki, ale jeszcze prawdopodobny (w przeciwieństwie do płyty powyżej). Co ciekawe, w Polsce tylko na „pocztówkach dźwiękowych” ujrzały światło dzienne wartościowe kawałki z zachodu, takich wykonawców jak Dylan, Osibisa, Queen, Rolling Stones, John Lennon. Podobno wyszedł również „London Calling” The Clash oraz „Rapper’s Delight” Sugarhill Gang. Niestety nakłady były mikroskopijne, więc zasięg tych utworów wtedy bardzo ograniczony. A gdyby „Rapper’s Delight” był wydany w większym nakładzie, na singlu, kto wie, może doczekalibyśmy się poważnej polskiej sceny rapowej już w latach 80-tych… Władze były niechętne zachodniej muzyce, jednak trafiają się czasem takie perełki.
kucera
6. Vaclav Kucera and his Ensemble – Havaiian Magic, EP Supraphon.
Vaclav Kucera and his Ensemble „Hano Hano”
*
Zacząłem Polskim Murzynem, skończę więc konsekwentnie Czeskim Hawajczykiem. Niejaki Vaclav Kucera nagrał dla Supraphonu EP-kę w konwencji hawajskiej. Hano Hano, Tehe Fehe, Aloha Oe, Nani Ainahau. Choć brzmi zabawnie, to nie czeski. Na szczęście nikt nie gryzł pióra nad tłumaczeniem tekstów na czeski. W serii „Songs From Far Away” ukazały się jeszcze Cuba, Mexico, Tahiti, Indonesia. Zaiste, Vaclav Kucera i jego zespól to prawdziwi światowcy!
Gdy tak sobie nostalgicznie pobrzdękują hawajskie gitary, chciałbym polecić wszystkim miłośnikom hawajskich brzmień na skacowane poranki, ale także tym, którzy jeszcze nie doznali dobroczynnego działania muzyki Tiki wspaniałe internetowe radio Quiet Village: http://www.digitiki.com/.
Do następnego!
Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under Z pamiętnika młodego zbieracza

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s