Zawsze na odtwarzaczu Vol.3: B-Jot

Boże, dzięki Ci za przenośne odtwarzacze muzyki, muzyka w ruchu ubarwia nieprzyjemną drogę, jest dobrym tłem do przyjemnej drogi. Podczas jesiennej szarugi generuje niewidzialny szalik, przy upale ubarwia wypłowiałe od słońca otoczenie.

Nieważne czy wyruszacie gdzieś na weekend, czy zostajecie w swoim domu, zapoznajcie się z poniższym tekstem. Czysto subiektywne wybory, które być może natchną was do wrzucenia ich także na swoje słuchawki.

W każdy piątek podamy wam nasze propozycje z krótkim uzasadnieniem.

Numery, które zawsze ma na odtwarzaczu B-Jot:

Moja zawartość odtwarzacza się bardzo szybko zmienia, ale te utwory są częstym gościem w moich słuchawkach gdy idę ulica, albo jadę tramwajem, tudzież stopem. Nie jest to moje top wszechczasów, po prostu utwory które sprawiają mi ogromną przyjemność. Enjoy!

1. Bun B – „Pushin'” feat. Scarface & Young Jeezy

Dealerskie opowieści prosto z Trzeciego Wybrzeża, krzyżówka styli (chropowaty Bun, stawiający na jakość Scar , i przeciągający Jeezy) nostalgiczny beat z samplem z „Keep On Pushing” The Impressions, to wszystko sprawia że często noszę ten numer na odtwarzaczu, i uwielbiam go.

2. Le Mystère des Voix Bulgares – „Messetschinko Lio Greilivko”

Niesamowitym uczuciem było słuchać tego podczas gdy byłem zawieszony w myślach, w górach, w kraju z którego ta muzyka pochodzi, w nocy, na wysokości dwóch i pół tysiąca metrów nad poziomem morza. Wokal idealnie podkreślał mistykę i ogrom tego miejsca, od tego czasu bardzo często słucham tego albumu przypominając sobie tamto miejsce, góry Rila, Kobilno Branishte, było to jedno z moich najintensywniejszych i najciekawszych doznań muzycznych.

3. Curtis Mayfield – „Keep On Keeping On”

Kawałek od  Mistrza impregnujący mój dobry nastrój kiedy gdzieś się przemieszczam, promieniuje młodzieńczą energią i pozytywnym myśleniem. Numer pochodzi z omijanego w soulowych rankingach albumu „Roots”, który bez obaw mógłby konkurować z „Curtis”.

4.Hi-Tek – „Keep It Moving” feat. Q-Tip, Kurupt, & Dion

Kolejny motywujący i ciepły kawałek w zestawieniu. Uwielbiam Hi-Teka, za dobór gości, za ciepłe soulowe brzmienie, i za stały dobry poziom produkcji. „You’re afraid of success, I’m tryin to be successful”, panie i panowie, trzymajcie się słów Kurupta.

5.Cameo – „Hangin’ Downtown”

Jestem kochliwym sukinsynem, chodzę po ulicach „zawieszony” i słucham tego wałka marząc o swojej drugiej połówce.

6.Bootsy’s Rubber Band – „Oh Boy, Gorl”

W sumie nie wiem dlaczego ten kawałek tak bardzo przylgnął do mego odtwarzacza. Mega przyjemność odczuwam z jego słuchania, podoba mi się stopniowe narastanie wokalu i typowe jajowate brzmienie spod znaku Bootsy’ego Collinsa.

7.Alton Ellis – „Reason In The Sky”

Jamajski Marvin Gaye zawsze na propsie, czy pada śnieg, czy świeci słońce, uniwersalna muzyka i treść.

8.John Lee Hooker – „Bottle Up And Go”

Jeden z Wielkiej Trójcy Blueasa (Howlin’ Wolf, Muddy Waters, John Lee Hooker) w popisowym numerze, prostym i niesamowicie esencjonalnym.

9.Big K.R.I.T. – „Highs & Lows”

Hook na poziomie Nate Dogga, follow up do Bootsy’ego Collinsa, przepalony słońcem vibe, sprawiają że opowieść K.R.I.T.’a jak wszędzie panienki chcą z nim się zabawić rozluźnia mnie do granic, nieznośna lekkość bytu.

Stan Getz – „I Remember When”

Zmysłowa muzyka, ponętna jak młoda blondynka, tajemnicza, ale w miarę przystępna, nie sposób się nie zakochać od pierwszego odsłuchu. Stanley Gayetzky, amerykański saksofonista tenorowy, przedstawiciel różnych stylów, najbardziej znany z cool jazzu i bossa novy, zagarnął moją sympatię subtelnością gry, i niesamowitą atmosferą. To dzieło mogłoby być soundtrackiem do jakiegoś romantycznego filmu z lat 30-tych, dziejącego się w wielkiej metropolii, a w rzeczywistości jest idealnym tłem do moich nocnych spacerów po deszczowym Bielsku.

11. Charles Mingus – „Boogie Stop Shuffle”

Jest pewien artysta który był swaggerem zanim A.$.A.P. Rocky ujrzał światło dzienne, mowa oczywiście o Mingusie, absolutnemu gigantowi muzyki zwanej jazz. Jak słucham tego utworu mam wrażenie że to jest rap który przechodzi od walących w mordę panchline’ów po wyniosłe bragga które pokazuje gdzie jest Twoje miejsce. Jak kiedyś dorwę się do samplera to wytnę coś z tego utworu, słyszę przynajmniej trzy momenty które aż się proszą żeby być częścią jakiejś nowej kompozycji, i dziwie się że nikt tego jeszcze nie zrobił. Groove, ekspresja, skoki napięcia.

12. Steve Spacek – „Days Of My Life”

Nie raz już pisałem o Spaceku, ale to nie dziwne, kiedy słucham go bardzo często, i uważam że stworzył absolutny klasyk neo-soulu. Nie doszedłem do tego jak nazwać coś co ma odrobinę smutku, ale też pozytyw, nie wiem, może: „Days Of My Life”?

13.Erykah Badu – „Umm Hmm”

JESTEM PRZEKONANY ŻE ERYKAH ŚPIEWA DLA MNIE. Świetny sampel wokalny w refrenie, zwiewność całości, i wspaniały głos Pani Badu to jest to, z czym mogę wyjść na największą szarugę. Królowa jest tylko jedna.

14.Snoop Doggy Dogg – „Ain’t No Fun” feat. 213, Kurupt

Pod żadnym pozorem nie puszczaj tego dziewczynie na randce, no chyba że nie rozumie angielskiego. Jak dla mnie jedno ze szczytowych osiągnięć g-funku, i zgrai wszelakiej maści „Psów z LBC”. Nie można powiedzieć że g-funk jest surowy, wyławiam tutaj wiele różnych dżwięków które razem tworzą niesamowicie bujający groove.

15.Love Unlimited – „I’m His Woman”

Jeśli soul, to najbardziej ten spod znaku Barry’ego White’a i jego panienek. Najbardziej romantyczna muzyka jaką w życiu słyszałem, wydźwięk ma niezwykle intymny, intensywny, ale nie nachalny, dodatkowo z instrumentów emanuje ciepło. W przeciwieństwie do poprzedniego numeru zalecam słuchanie tego na schadzce.

16.Scientist – „Your Teeth In My Neck”

Najlepszy dubowy numer jaki słyszałem w życiu, ma wszystko co dub powinien mieć: pulsujący rytm, przestrzeń, prosty wolnościowy przekaz, i nierzeczywistą „zbakaną” atmosferę. W Ruchu Rastafari jest wiele wpływów z różnych, wyznań, i różnych religii, w tym utworze znajdziemy pojęcie ‚iman’ które zostało zapożyczone z Islamu, tutaj oznacza człowieka uznającego Boga z całą pewnością serca, jednocześnie akceptującego wszystkie boskie atrybuty (odsyłam tutaj)

17. Pharoah Sanders – „Colors”

Zaszczytem było zobaczyć tego przygarbionego staruszka na zeszłorocznej Bielskiej Jesieni Jazzowej, czymś absolutnie imponującym było doświadczyć tego jak przygarbiony staruszek łapiący za saksofon ujawnia w sobie życie którego nie powstydziłby się 40 letni mężczyzna. „Colors” jest przykładem muzyki która jest najlepszym lekarstwem na irytacje w zatłoczonych środkach publicznego transportu, albo nielubianej pracy. Kawałek jest przykładem na to że free jazz też może być przystępny.

18.Machine Head – „Imperium”

Co za riff, co za energia, co za manifest, zawsze tego słucham gdy coś uwiera mój mózg. „I’ll stand here defiantly, my middle finger raised”

19.The Black Keys – „Sister”

Dużo jeżdżę autostopem, a „El Camino” jest świetnym soundtrackiem do podróży za jeden uśmiech, kiedy widzisz mnie na poboczu z podniesionym kciukiem, całkiem prawdopodobne  że właśnie tego słucham. W „Sister” bass i perkusja tworzą zgrany duet niczym Guru i DJ Premier. Cała płyta jest mało wymagająca, ale niebywale atrakcyjna, dlatego troski ulatują daleko kiedy jej słucham, zostaje tylko droga…

20.Laver Bariu – „Do Marr Ciften, Do Dal Per Gjah”

Następna muzyczna pocztówka, tym razem z Serbii i Czarnogóry, tak wiem że to Albańska muzyka, ale słuchana podczas podróży przez Serbię i Czarnogórę. Przejęcie w wokalu, folk na styku wpływów Bałkańskich i Azji Mniejszej, niezauważony przez świat, autentyczny. Kocham klarnet.

Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under Odrób lekcję!, Zawsze na odtwarzaczu

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s