Zawsze na odtwarzaczu Vol.1: Missscareface

Boże, dzięki Ci za przenośne odtwarzacze muzyki, muzyka w ruchu ubarwia nieprzyjemną drogę, jest dobrym tłem do przyjemnej drogi. Podczas jesiennej szarugi generuje niewidzialny szalik, przy upale ubarwia wypłowiałe od słońca otoczenie.

Nieważne czy wyruszacie gdzieś na weekend, czy zostajecie w swoim domu, zapoznajcie się z poniższym tekstem. Czysto subiektywne wybory, które być może natchną was do wrzucenia ich także na swoje słuchawki.

W każdy piątek podamy wam nasze propozycje z krótkim uzasadnieniem.

Numery, które zawsze ma na odtwarzaczu Missscareface:

1. Röyksopp – Happy Up Here

Potężna dawka optymizmu od sympatycznej dwójki z Norwegii. Niesamowity zastrzyk energii w ponury dzień. Do tego sample wzięte z Do that Stuff, autorstwa Funkadelic – Parliament, nawiasem mówiąc, równie ciekawie wykorzystane przez duet Nice & Smooth w kawałku Funky for You .

2. Queen – Mother Love

Ostatni popis wokalny Freddiego będącego już wtedy w końcowym stadium choroby. Jak na profesjonalistę przystało, liderowi Queen zależało na tym by utwór brzmiał jak najlepiej. Słuchając refrenu ciężko odnieść wrażenie, że wokalista był na skraju wyczerpania – jego głos wciąż jest silny i pełen ekspresji. O śmierci Mercurego uświadamia nas dopiero fakt, że kolejną zwrotkę wykonuje Brian May, tamten nie zdążył z jej nagraniem. Ponadto niesamowite zakończenie z wykorzystaniem fragmentu koncertu na Wembley, ogromny ładunek emocjonalny.

3. Muse – Blackout

Nie bez powodu wymieniam ich zaraz po Queen – inspiracje legendarną grupą słychać w mniejszym lub większym stopniu na każdej płycie Muse. Blackout to numer wpisujący się w apokaliptyczną tematykę całego albumu Absolution, a sam Bellamy swoim leniwym wokalem oprowadza słuchacza po korytarzach ludzkiej świadomości. Jak dla mnie faworyt na krążku, wciąż zastanawiam się dlaczego nie został wybrany na singiel…

4. Looptroop Rockers – Professional Dreamers

Sprawa ma się podobnie jak w przypadku pozycji pierwszej: mega pozytywny, zajawkowy numer. Do tego dochodzą niezapomniane chwile z 10 edycji Hip Hop Kempu, jak zwykle charyzmatyczny Promoe ze swoim flow oraz przyjemny dla oka klip, który na samym wstępie informuje: Dedicated to everybody who’s set their mind to living their dream.

5. Joy Division – Love Will Tear Us Apart

Największy szlagier ekipy z Salford, dziś nazywany kultowym, na co niewątpliwy wpływ miała przedwczesna śmierć lidera grupy – Iana Curtisa i powstające wokół tego zdarzenia coraz to nowsze teorie spiskowe. Utwór z pozoru naiwny, dopiero po kilkukrotnym przesłuchaniu obnaża swój tragizm i bezradność autora.

6. CunninLynguists – Never Come Down

Kocham ten bit, chill w powietrzu, słońce na twarzy, radość w oczach. Tekstowo niezbyt ambitny numer, ale jak wszyscy wiemy – „Why so serious?”. Panowie bawią się słowem i to słychać i czuć (i widać na klipie:).

7. Michael Jackson – Beat It

Gdybym miała wymienić utwory MJ’a, które permanentnie tkwią na mojej playliście, nie starczyłoby miejsca dla całej reszty. W ramach zadośćuczynienia wrzucam go na pozycję nr 7 – ulubiony artysta obok ulubionej cyfry. Po długim namyśle zdecydowałam się na Beat it. Dlaczego? Już wyjaśniam. Sentyment. Pierwszy klip Michaela jaki zobaczyłam, oczywiście przypadkiem, skacząc po kanałach w tv. To rozpoczęło moją przygodę z Jacko i sprawiło, że każdą informację na jego temat chłonęłam jak gąbka, chciałam wiedzieć o nim wszystko. Wtedy miałam jakieś osiem lat, dziś mam dwadzieścia i pod tym względem niewiele się zmieniło. O geniuszu tego numeru nie ma się co rozpisywać, zwrócę tylko uwagę na kapitalną solówkę Eddiego Van Halena oraz fakt, iż po Beat It każdy kolejny album Jacksona zawierał przynajmniej jeden kawałek w towarzystwie znanego gitarzysty co miało stanowić swoisty ukłon w stronę muzyki rockowej.
P.S. W ramach ciekawostki dodam, że aby zwiększyć autentyczność teledysku, MJ zaprosił na plan prawdziwych członków Bloods i Crips, mało kto o tym wie .

8. Kanye West – Good Morning

Po idolu nr 1 przyszedł czas na idola nr 2. Kredyt zaufania jakim darzę pana Westa jest naprawdę ogromny, jego muzykę kupuję w ciemno. To chyba dlatego, że Yeezy jeszcze nigdy mnie nie zawiódł. W tym przypadku również miałam problem z wyborem bo dość sporo utworów Kanye na stałe gości w moim odtwarzaczu. Postawiłam na Good Morning, imho to świetne otwarcie dla świetnej płyty. No i sample z Someone Saved My Life Tonight od Eltona Johna… Robi wrażenie.
‘Wake up, Mr. West, Mr. West, Mr. Fresh’!

9. Kanye West – Devil in a New Dress (feat. Rick Ross)

Zapomniałam dodać, że również bardzo cenię Westa jako producenta muzycznego. Warto jednak wiedzieć, że ten numer jest jedynym na MBDTF, za którego warstwę muzyczną nawet w najmniejszym stopniu nie odpowiada Kanye. Propsować należy Bink!’a, który mistrzowsko wykorzystał sample z Will You Still Love Me starego wyjadacza z rodziny Motown, Smokey’a Robinsona. W ‘Devil…’ wszystko jest perfekcyjne, nawet Rick Ross.

10. Pezet – Ukryty w mieście krzyk

Ulubiony kawałek z ulubionej przeze mnie płyty Pezeta. Niezastąpiony Noon na bicie i szczere, bezpretensjonalne wersy Pawła. W tym utworze Kapliński uzewnętrznia tłumione wcześniej emocje, obrazuje brak zrozumienia dla tej kultury, dla młodzieży pozostawionej sam na sam z własnymi problemami . Mocne odzwierciedlenie rzeczywistości sprzed dekady.
„(…)To tylko mój hip hop umie pojąć to wszystko”. True.

11. Dilated Peoples – Worst Comes to Worst

Następny klasyk, tym razem od DP. Co tu dużo pisać, nie da się tego nie kochać i nie da się tego nie znać. Bujający bit Alchemista, gościnne wersy od Guru. Muszę przyznać, że miałam przysłowiowe ‘ciary’ gdy wykonywali to na Hip Hop Kempie, szczególnie kiedy EV oddał hołd zmarłemu członkowi Gang Starr w miejscu jego zwrotki. Klasa sama w sobie.

12. Cyndi Lauper – Girls Just Want to Have Fun

Kolorowe lata 80-te zawsze na propsie. Masa nieśmiertelnych utworów takich jak ten. Lekko i beztrosko, obowiązkowy soundtrack każdej babskiej imprezy. Do tego znakomita Cyndi, która miała wówczas takie stylizacje i głos, że Lady Gaga może czyścić jej buty.

13. USA for Africa – We are the World

Projekt charytatywny powstały z inicjatywy Lionela Richie i Michaela Jacksona. Produkcją zajął się sam Quincy Jones. O liczbie gwiazd biorących udział w akcji niech świadczy fakt, że jedyną możliwością zebrania ich w jednym miejscu i czasie było zorganizowanie sesji nagraniowej w noc po ceremonii rozdania American Music Awards. Piosenka oprócz całej swojej szlachetności po prostu świetnie brzmi, no ale czego innego można się spodziewać gdy w jednym utworze występują tacy Artyści jak Stevie Wonder, Bruce Springsteen, Bob Dylan, Tina Turner, Diana Ross, MJ, Billy Joel czy Ray Charles?

14. Hey – List

Genialne pod każdym względem. Nie uważam się za największą fankę Hey, ale ten kawałek zawsze rozwala mnie na łopatki. Wielki szacunek z mojej strony.

15. Marillion – Blind Curve

Mocno niedoceniana grupa, a szkoda. Misplaced Childhood do dziś pozostaje jednym z najlepszych albumów prog-rocka (niektórzy mówią też o rocku neoprogresywnym). Wspomniany wyżej utwór dzieli się na pięć części, moją ulubioną pozostaje chyba trzecia – Mylo – pełna nostalgii . Brzmienie gitary w całym kawałku to świetna robota, wielkie brawa dla Steve’a Rothery’ego!

16. Radiohead – Karma Police

Numer z kategorii: „Przesłuchałam tysiąc razy, ale nie usunę”. Ma w sobie to coś, end of story.

17. Scorpions – Still Loving You

Jedna z najpiękniejszych rockowych ballad ever. Desperacki śpiew Klausa autentycznie chwyta za serce. Bohatera Still Loving You pozwalam sobie nazywać muzycznym Werterem – w sumie i Goethe i Scorpions pochodzą z tego samego kraju 😉

18. Te- Tris & DJ Tort – Ladeezy

Na tej liście nie mogło zabraknąć mojego, na obecną chwilę, ulubionego polskiego rapera. Niezwykle charyzmatyczna postać, do tego strasznie inteligentny gość. Kawałek pochodzi z mistrzowskiego mixtape’u o nazwie Stick2MyNameRight, do którego powracam bardzo często i bardzo chętnie. Statik Selektah plus Tet – to musiało się udać. Ladeezy przedstawia luźne ujęcie relacji damsko-męskiej, ale za to w jakim stylu! Więcej takich proszę!

19. Nightwish – Walking In the Air

Utwór w oryginale napisany przez Howarda Blake’a na potrzeby filmu animowanego pt. The Snowman. Doczekał się chyba ze stu coverów, praktycznie co roku powstają nowe (wystarczy spojrzeć na YouTube). Ja największą sympatią darzę wersję fińskiej grupy Nightwish, specjalizującej się w metalu symfonicznym. Jako wielka fanka wciąż nie potrafię pogodzić się z odejściem z zespołu Tarji Turunen, która ma głos jak dzwon, o czym mogłam przekonać się osobiście, będąc na jej koncercie, niestety już solowym.

20. Ortega Cartel – Dobre Czasy (feat. Reno)

Na koniec: „Wczorajsze marzenia to dzisiejsze plany”.
I tego się trzymajmy.

Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under Odrób lekcję!

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s