Z cyklu „Zapomniani a szkoda” : Jean-Michel Basquiat.

„Burżuj czuje się bezpieczny”
 
To będzie opowieść o człowieku, który swoją twórczością całkowicie zrewolucjonizował współczesną sztukę. Dokopał starym, anachronicznym, zgredziałym twórcom i naprowadził ówczesny pop-art na zupełnie inne, nieznane tory. Prekursor graffiti. Wielka inspiracja współczesnych street-artowców. Całe życie związany z Nowym  Jorkiem, przyjaciel Andy’ego Warhola. Ladies and gentelman:  Jean-Michel Basquiat.

Jean-Michel zaczynał o graffiti. Już w 1979 roku, w wieku 17 lat razem z kumplem – Alem Diazem – obsmarowywali ściany Wielkiego Jabłka(głównie na Manhattanie) sloganami z podpisem SAMO (Same Old Shit) i symbolem „wszelkie prawa zastrzeżone”. To ostra polityczna, antykonsumpcyjna poezja uliczna: „SAMO jest alternatywą boga”. „Burżuj czuje się bezpieczny”. „Zbuduj fortecę, a potem podpal ją”. Hasła miały bardzo anarchiczny i antykonsumpcyjny wydźwięk a wśród ludzi zapanowała ciekawość, irytacja a nawet bojaźń.
 
Był koniec lat 70., graffiti jako pełnoprawna dziedzina sztuki dopiero się rodziło. Odważne teksty na budynkach czy w metrze dziwiły, intrygowały, drażniły. O SAMO zrobiło się głośno, pojawiły się nawet domniemania, że to akcja jakiegoś sławnego artysty konceptualnego.
 
Basquiat rysował, robił pocztówki – zabawne kolaże, plakaty, T-shirty. Sprzedawał je na ulicy. Zdarzało się, że „sprzedawał też własny tyłek, 20 dolców za numerek” – zdradził. Nie przelewało mu się. Spał gdzie popadnie, zazwyczaj w kartonie. Często nie miał pieniędzy nawet na jedzenie. Co ciekawe, Jean-Michel o tym etapie życia w rozmowach opowiadał na pełnym luzie, chętniej niż o latach późniejszych, kiedy do jego studia dobijali się kolekcjonerzy, a pieniądze – setki i tysiące dolarów – upychał gdzie popadło, często o nich zapominając. 
 
„Daj mi trochę forsy, żebym mógł kupić farby”
W 1981 roku na wielkim przeglądzie sztuki młodych „New York. New Wave” w centrum sztuki współczesnej P.S.1 dostrzegła go Annina Nosei, właścicielka znanej nowojorskiej galerii. Pokazał całą ścianę malutkich prac – rysunków i kolaży. „Daj mi trochę forsy, żebym mógł kupić farby” – usłyszała, gdy odmówiła pokazania ich u siebie, tłumacząc, że zajmuje się wyłącznie malarstwem. Dała, a on po kilku dniach wrócił z obrazami. „Były świetne!” – wspomina Nosei.

Słuchał muzyki. Mawiał, że maluje do muzyki, że łapie rytm i leci. Ale nie tylko muzyka towarzyszyła mu w pracy – brał coraz więcej narkotyków. Pod koniec życia przyznał, że wciągał do setki działek kokainy dziennie. Malował, padał, spał, wstawał, brał i wracał do obrazu: 1982 i 1983 to bardzo intensywne lata jego kariery. Miał wystawy w najważniejszych galeriach w Stanach Zjednoczonych. Był wschodzącą gwiazdą i wiedział o tym. Kolejne wystawy podbijały Europę: Rotterdam, Zurych, Rzym, Tokio…

 
Jego obrazy sięgały cen minimum kilku – ale zazwyczaj były to dziesiątki – tysięcy dolarów. Stał się nagle bogaty. Malował w garniturze Armaniego. „Superkomfort. Robię to, co chcę” – mówił pytany o bogactwo, które spadło jak grom z jasnego nieba. Brał udział jako model w pokazach mody Comme Des Garçons, projektował okładki płyt, imprezował w słynnych klubach. Pił, tańczył, ćpał. Stawiał wszystkim. Lgnęły do niego dziewczyny. W 1985 Basquiat pojawił się na okładce The New York Times. Był księciem nowojorskiej sceny artystycznej. „Idziesz do restauracji i pisze o tym »The Post« na szóstej stronie” – śmiał się. Znał muzyków, poetów, projektantów mody, dziennikarzy, artystów na czele z Andym Warholem. Był jedną z nielicznych osób, które Warhol naprawdę darzył przyjaźnią i otaczał szczerą opieką. Traktował go jak syna, często dzwonił i pytał, czy załatwił ważne sprawy, czy spotkał się z matką. Wzajemnie się inspirowali, razem malowali – obraz „6.99” ich duetu jest na wystawie w Bazylei. Mieli też wspólne wystawy.

Nagła śmierć Warhola na początku 1987 roku wstrząsnęła Basquiatem. Załamał się, jeszcze więcej ćpał. Stał się agresywny. Zerwał kontakty ze znajomymi. Niewiele malował. W kwietniu 1988 roku – po dwóch latach przerwy – pokazał nowe prace w Vrej Baghoomian Gallery. Jak się okazało, była to ostatnia wystawa zorganizowana za jego życia. I wstrząsająca: czaszki, kościotrupy czy niezwykłe drzewo genealogiczne, gdzie pod każdym z rozgałęzień artysta napisał „man dies”. Jakby przeczuwał śmierć… Obraz „Riding with Death” z 1988 roku przedstawia człowieka czy raczej ciało jadące na kościotrupie. Te ostatnie obrazy nie są zapełnione niedbałymi rysunkami, znakami graficznymi, symbolami i bazgrołami jak wcześniejsze. Nie są też charakterystyczną feerią kolorów. Ekspresja ustąpiła miejsca refleksji, dzikość i chaos – przejrzystości kompozycji, jasnemu tłu.
 
Na jego płótnach ikony popkultury są obok afrykańskich masek, polityka spotyka się z poezją, krytyka rynku sztuki i konsumpcjonizmu zderza się z mitologią, magią, szamanizmem. Był pierwszym czarnoskórym artystą, który zrobił międzynarodową karierę. Choć przyznawał, że nigdy nie doświadczył na własnej skórze ostrych przejawów rasizmu, miał tylko problemy z łapaniem taksówek. Nawet gdy skakał na środku ulicy w eleganckim garniturze i spodniach od piżamy, był dla kierowców niewidzialny… Może dlatego nie umiał oddzielić życia od sztuki. „Malując, myślę o życiu, nie o sztuce” – tłumaczył.
 
Jean-Michel to neo-ekspresjonista, którego twórczość była eksperymentalna, nad wyraz niekonwencjonalna. Patrząc na jego dzieła, można pomyśleć, iż namalowało je 8-letnie dziecko. Zdeformowane kształty, prosta aczkolwiek pewną ręką narysowana linia oraz te dosadne napisy, które dawały do myślenia, które kazały wdać się w dywagacje na temat kondycji świata, na temat tolerancji, bólu, miłości i innych jego aspektów, towarzyszących nam na co dzień. Miał w zwyczaju przekreślać niektóre słowa. Był to zamierzony zabieg, gdyż, jak twierdził, to co skreślone jeszcze bardziej przykuwa ludzką uwagę.
 
Jego prace są przepełnione różnymi motywami afrykańskimi, duchem ulic Nowego Jorku…. Są bardzo żywiołowe, pełne szaleństwa i ….. tworzone w pośpiechu. Zupełnie jakby Basquiat przeczuwał, że nie zostało mu zbyt wiele czasu na tym świecie.
 
Parafrazując jego słowa: zbudował fortecę, podpalił ją i w końcu sam w niej spłonął.
ps. postać Basquiata (zagrana przez Jeffreya Wrighta) została przedstawiona w filmie „Basquiat – Taniec ze śmiercią”. W rolę Warhola wcielił się Dawid Bowie. Sprawdźcie koniecznie ten film.

ps2. „Ernok” dziś jego cena dochodzi nawet do 10 mln dolarów.

 
ps.  znany perkusista heavy-metalowy z formacji Metallica- Lars Ulrich, który w swojej kolekcji posiadał kilka dzieł Basquiata, w 2007 roku sprzedał ten obraz na aukcji w NY za 13, 5 mln dolców !!!!
 
Cpt Kirk Douglas
Reklamy

2 Komentarze

Filed under Zapomniani a szkoda

2 responses to “Z cyklu „Zapomniani a szkoda” : Jean-Michel Basquiat.

  1. Dla mnie to postać nie tyle zapomniana, co nieznana. Kto by pomyślał, że dzięki zerosiedem stanę się mądrzejszy:P Przyjemna i interesująca lektura. Tak trzymać Cpt Kirku!

  2. "nawet" ja się czegoś dowiedziałem.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s